Kizia i Leoś — historia prawdziwa

18 kwietnia 2019

Lew to niekwestionowany król zwierząt. Majestatyczna grzywa, pewność siebie, nienaganne maniery. Niestety nie dla wszystkich. Nadal borykamy się z nielegalnym przemytem zwierząt i kłusownictwem, a kolonialne ozdoby w stylu popielniczki z kości słoniowej to wciąż łakomy kąsek na czarnym rynku.

Na pozór ludzie sukcesu, bogaci, obyci w świecie — swój czas i ogromne pieniądze trwonią na bezsensowną przemoc wobec bezbronnych istot. Krwawe polowania, safari z bronią palną, czy też porywanie oraz przetrzymywanie egzotycznych zwierząt to dla niektórych symbol statusu społecznego.

Ofiarami takich potworów padły Kizia i Leoś, dwa małe lewki odebrane siłą matce i w niewyjaśnionych okolicznościach przemycone do prywatnych domów w Polsce. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak to prawda. W momencie przekazania lwiątek do Poznańskiego ZOO w 2017 roku, po skutecznej interwencji policji i Fundacji Viva!, zwierzęta miały dopiero kilka tygodni. Jednak oderwanie od środowiska naturalnego oraz niewłaściwe traktowanie zdążyły już odcisnąć piętno na ich zdrowiu. Niedożywione, zdezorientowane, z licznymi zaburzeniami rozwoju. Przez bezmyślność ludzi zostały pozbawione swojego królewskiego rodowodu. Żeby go odzyskać, potrzeba było czasu.

Na szczęście królewska para odnalazła w Poznaniu swój drugi dom. Poznaniacy zapewnili im nowy start, oddając tysiące głosów na projekt azylu dla ocalonych zwierząt w Budżecie Obywatelskim. Aklimatyzacja lwów zajęła wiele miesięcy, wypełnionych staraniami o powrót do zdrowia i prawidłowy rozwój malców. Przez ostatnie dwa lata lwiątka przypominały sobie jak to jest być królem zwierząt i rozwijały swoją kocią tożsamość. Jednak zabawy piłką i podgryzanie się nawzajem to nie wszystko — niezbędne jest odpowiednie terytorium.

W JAF nie od wczoraj współpracujemy z Poznańskim ZOO i gdy tylko usłyszeliśmy historię Leosia i Kizi — nie mogliśmy pozostać obojętni! Z przyjemnością pomogliśmy w budowie lwiej rezydencji na polskim gruncie. Przy pomocy wykonanych z drewna Modrzewia Syberyjskiego konstrukcji i podestów umocowanych między drzewami, wykonawca postarał się odwzorować ich naturalne otoczenie. Mamy nadzieję, że Kizia i Leoś nie będą się nudzić w swoim lwim azylu, a ich życiu nie zagrozi więcej żadne niebezpieczeństwo. W imieniu lwów już niebawem zapraszamy na długo wyczekiwane odwiedziny i cieszymy się, że mogliśmy dopisać kilka pozytywnych zdań do ich trudnej historii.